Facebook nieubłaganie przypomina mi, że czas szybko leci, codziennymi powiadomieniami o odliczaniu dni do startu Igrzysk (aktualnie 32).

Tym bardziej głupio mi, że od marca nie udało mi się zebrać w sobie i napisać czegokolwiek o naszych przygotowaniach (i od czasu do czasu wyboistej drodze) do Rio. Założenie miałam, że będę pisać jak będzie dobrze, ale również gdy będzie źle. Stąd moje zdziwienie, że po genialnym rozpoczęciu sezonu 2016 nie starczyło mi już motywacji do wystukania kilku słów na klawiaturze.

W wielkim skrócie: w kwietniu przeszłyśmy same siebie wygrywając największe regaty w sezonie – Puchar Europy „Trofeo Princessa Sofia”. Puchar odebrałyśmy z rąk samej królowej Hiszpanii. Właściwie nawet teraz, gdy sobie przypomnę o tych zawodach, nie mogę uwierzyć że udało się je wygrać.

Zwycięstwo rozbudziło nam apetyty na medal Mistrzostw Europy, które odbywały się zaledwie tydzień później. Niestety, najwyraźniej rozbudziło za bardzo, ponieważ zabrakło momentami chłodnej kalkulacji na rzecz radosnej inwencji twórczej. Obeszłyśmy się smakiem, kończąc na 4 miejscu (dla osłody wygrałyśmy ostatni wyścig – medalowy).

By nie zagrzać miejsca w domu na zbyt długo, po kilku dniach przerwy wystartowałyśmy w Pucharze świata we francuskim Hyeres. Pierwszy dzień zawodów przyniósł nam 2. miejsce w klasyfikacji generalnej, ale w kolejnych dniach wiatr płatał nam figle i ostatecznie skończyłyśmy na 7. miejscu, wyrównując zeszłoroczny wynik.

Cóż, można powiedzieć, że doszliśmy do chwili obecnej. Aktualnie znajdujemy się w Rio. Zgrupowanie – bagatela – miesięczne. Kto by chciał wracać do domu? (sarkazm).
W ostatnich miesiącach wiele można się było naczytać o poprawie jakości wody w zatoce, która jest areną żeglarskich Igrzysk. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy pierwszego dnia na wodzie, po brawurowym slalomie między foliowymi torebkami, brudnymi pampersami i innym ciekawymi wytworami ludzkich rąk – złapałam na ster BUTA. Niestety, w okolicy nie było drugiego do pary.

Nie ma się jednak co denerwować na rzeczy, na które nie mamy wpływu. Wpływ za to mamy na swoją żeglugę 🙂 Dlatego jesteśmy w ostatecznej fazie testów. Dostałyśmy nową łódkę do wypróbowania. W przyszłym tygodniu czeka nas ostateczna decyzja o sprzęcie, na którym wystartujemy. Już mi się pocą dłonie z nerwów. 😉

Na razie tyle. 🙂 Przed nami jeszcze tyyyyle dni zgrupowania, że nawet boję się odliczać do powrotu do domu. 😉